Pędzący tłum mija Cię, powietrzem jakbyś był.
Na ulicy setki aut i krzyk.
Siedzisz sam na ławce tej, poezji czytasz tom,
Nie spiesz się w ten słoneczny dzień, Ty wiesz:
Albo być, albo mieć
Albo być, albo mieć
Jakiś grosz przydałby się, przyjaciół zabrać gdzieś
Małe święto i mały bal - za grosz.
A ludzie pędzą jakby świat za chwilę zniknąć miał.
Dalej sam na ławce tej - Ty wiesz:
Albo być, albo mieć
Albo być, albo mieć
Jakiś grosz przydałby się, przyjaciół zabrać gdzieś
Małe święto i mały bal - za grosz.
A ludzie pędzą jakby świat za chwilę zniknąć miał.
Dalej sam na ławce tej - Ty wiesz:
Albo być, albo mieć
Albo być, albo mieć
Albo być, albo mieć
Albo być, albo mieć...
Koszmarna noc, już druga
Wstrętne wyro i koc
Tłamsi mnie coś, potworne sny
Ten telewizor syczy jak wąż
Już nie mam sił, aby wyłączyć go
Już nie mam sił
Pozbierać to wszystko, to wszystko razem
Co ja tu robię, nie mam już sił
ref.:
Muszę pomyśleć, kobieto pomóż mi
Sekundy, minuty, sekundy, minuty
Godziny i dni
Płonie ogień w głębi duszy mej
To moja młodość, tak męczy, ja wiem
Rano przyjdą znów małe dziewczynki
I zrobią wszystko, by rozweselić, pocieszyć mnie
Rano znów przyjdą małe dziewczynki
I zrobią wszystko, by pocieszyć, rozweselić mnie
Dlaczego słońce, dlaczego słońce świeci tak krótko
W labiryncie ulic odnalazłem Cię,
O wiem, jak się bałaś.
Skąd uciekłaś - nie wiem, w ten koszmarny dzień
Jak lód na Twojej twarzy.
Tak to Twój ojciec pijany miotał przekleństw grad
Gdy kopniakami wymierzał karę za Twój grzech.
Buty, pięści, pas,
Buty, pięści, pas,
"Mała suko, tylko o tym milcz, co tatuś zrobił Ci!"
W labiryncie ulic...
Tak to Twój ojciec...