Kiedyś, przez drogę przebiegł mi dziki, płowy kot
Wtedy to właśnie zrozumiałem, że
Że wielką szansę mam
Szansę na swą własną drogę
Na to, by sobą być

Żona wręcz przeraziła się, gdy
Powiedziałem jej, że
Że nigdy już nie pójdę z nią
Nie, nie pójdę nigdzie z nią

Człowieku, co się z tobą dzieje
Zastanów się o....
Ale ja już byłem tam, skąd tylko dziki kot
Właśnie ten, co drogę zabiegł mi
Mą szansą był, właśnie ten
Człowieku, co się z tobą dzieje
Zastanów się


Te same mury od rana	
Te same stoły odrapane
Te same twarze, te same słowa
Od lat już bardzo dobrze znane

To samo miejsce już od lat
Ci sami ludzie obok Ciebie
Twój mały półprywatny świat
Czy tylko Twój, Ty nie wiesz
Nie wiesz nie, czy tylko Twój
Ty nie wiesz nie

Z nadzieją patrzysz na kufla dno
Zostało jeszcze trochę piany
Tam Afrodytę wypatrzyć chcesz
Lecz wzrok Twój już pijany
I znów wychodzisz z piany pijany
Z przybitą do ramion głową
Szukasz gdzieś wyjścia lecz
Wokół ściany zamknięte w krąg
Zamknięte w krąg
Z nadzieją patrzysz na kufla dno...

I znów wychodzisz z piany pijany...