A kiedy przyjdą zabrać duszę mą 

Za to życie poplątane
Spojrzę w niebo prosto w słońce
Może już ostatni raz
Pozostawię gdzieś za sobą
Świat cierpienia pełen zła
Kiedyś chciałem być szczęśliwy
Czy już zawsze będę sam?

Nie tracę nadziei na lepszy los
Być może coś zmieni płynący czas

Pójdę prosto przez nurt rzeki
Którą zapomnieniem zwą
Moje grzechy - kamień w sercu
Czy pomoże teraz ktoś?

Nie tracę nadziei na lepszy los
Być może coś zmieni płynący czas
Nie tracę nadziei na lepszy los
Być może coś zmieni
No zmieni się coś!

Nie tracę nadziei na lepszy los
Być może coś zmieni płynący czas
Nie tracę nadziei na lepszy los
Być może coś zmieni
No zmieni się coś!


Zerwałem z tym, co przeszkadza mi wierzyć 

w prawdę i fałsz, kłamstwo i grzech.
Zerwałem z tym niepotrzebnym snem,
z tym co wzięło mnie. Z niepotrzebnym snem.

Wybacz Boże, dotknij mnie dłonią swą.
Tuż za mną cień, jak odnaleźć się.
Chcę pogadać znów, cholernie zino tym
którzy wędrują sami.
W sercach mróz, słychać ludzi wokół,
gdzieś w ciemności światło...
Boże spraw, bym zobaczyć mógł
jakiś znak,
zobaczyć mógł
jakiś znak.

Zerwałem z tym co przeszkadza mi wierzyć
w prawdę i fałsz, zerwałem z tym.

Wybacz Boże, dotknij mnie dłonią swą...