Straciłem pracę, wylali mnie dziś.
W lodówce przeciąg hula.
Jak w dominie seria nieszczęść i klęsk,
a w dodatku pękła rura.
W dodatku pękła rura.
Czy nie za dużo tych zmartwień i trosk
jak na jednego człowieka?
Jak w dominie seria nieszczęść i klęsk.
I jeszcze ty dlaczego nie czekasz?
I jeszcze ty dlaczego nie czekasz?
Dlaczego jednym wszystko idzie jak z nut
a innym jak po grudzie.
Powiedz czemu ten cały bagaż trosk
tak nierówno, nierówno dzieli los.
Nie równo dzieli los między ludzi.
Dlaczego innym idzie jak z nut,
a u mnie jak po grudzie?
To nie ważne, wypiję piwa łyk
no i nic już nie nie obchodzi mnie.
No i nic nic nie nie obchodzi mnie.
Nie chcę litości, nie pocieszaj mnie.
To dla mnie jest ten krzyż i ja go muszę nieść.
I nie mów mi, że rozumiesz.
Puste słowa nie znaczą nic.
Nie, nie ty nie wiesz, bo skąd masz wiedzieć
czym jest ciemność, która mnie otacza,
wieczny mrok, znienawidzony mrok
i w jego głębi duszący strach.
Jeden dzień skąpany w strudze słońca,
Pełen barw jeden dzień...
Czy to tak dużo, o tak dużo proszę?
Jeden zwykły dzień.
Pamiętam jak, jak chciało mi się żyć,
jak bardzo cieszył każdy świt.
Nagle przerwany kolorowy film,
zgasły światła, nastała noc.
Jak wyglądasz? Skąd to wiedzieć mam.
Twój głos i zapach - to jedyne znam.
Co z nami będzie? A co może być
Kiedy ciemność zatrzasnęła drzwi?
Jeden dzień skąpany w strudze słońca...
Te same mury od rana
Te same stoły odrapane
Te same twarze, te same słowa
Od lat już bardzo dobrze znane
To samo miejsce już od lat
Ci sami ludzie obok Ciebie
Twój mały półprywatny świat
Czy tylko Twój, Ty nie wiesz
Nie wiesz nie, czy tylko Twój
Ty nie wiesz nie
Z nadzieją patrzysz na kufla dno
Zostało jeszcze trochę piany
Tam Afrodytę wypatrzyć chcesz
Lecz wzrok Twój już pijany
I znów wychodzisz z piany pijany
Z przybitą do ramion głową
Szukasz gdzieś wyjścia lecz
Wokół ściany zamknięte w krąg
Zamknięte w krąg
Z nadzieją patrzysz na kufla dno...
I znów wychodzisz z piany pijany...