Te same mury od rana
Te same stoły odrapane
Te same twarze, te same słowa
Od lat już bardzo dobrze znane
To samo miejsce już od lat
Ci sami ludzie obok Ciebie
Twój mały półprywatny świat
Czy tylko Twój, Ty nie wiesz
Nie wiesz nie, czy tylko Twój
Ty nie wiesz nie
Z nadzieją patrzysz na kufla dno
Zostało jeszcze trochę piany
Tam Afrodytę wypatrzyć chcesz
Lecz wzrok Twój już pijany
I znów wychodzisz z piany pijany
Z przybitą do ramion głową
Szukasz gdzieś wyjścia lecz
Wokół ściany zamknięte w krąg
Zamknięte w krąg
Z nadzieją patrzysz na kufla dno...
I znów wychodzisz z piany pijany...
Pada deszcz, miliony srebrnych łez:
popatrz, to tylko deszcz.
Kiwasz głową lecz oczy mokre.
Co stało się? Tyle smutku w nas.
Matka raz na rok ma ochotę tu przyjść.
Nawet nie wiesz kim, kim ojciec był.
Wyrzucili cię jak niepotrzebną rzecz
i czujesz się jak nieproszony gość.
Pada deszcz, miliony srebrnych łez,
gładkie słowa nie przyniosą ulgi
ale popatrz, proszę spójrz:
przestaje padać, uśmiechnij się, uśmiechnij się.
Matka raz na rok ma odwagę tu przyjść...
W labiryncie ulic odnalazłem Cię,
O wiem, jak się bałaś.
Skąd uciekłaś - nie wiem, w ten koszmarny dzień
Jak lód na Twojej twarzy.
Tak to Twój ojciec pijany miotał przekleństw grad
Gdy kopniakami wymierzał karę za Twój grzech.
Buty, pięści, pas,
Buty, pięści, pas,
"Mała suko, tylko o tym milcz, co tatuś zrobił Ci!"
W labiryncie ulic...
Tak to Twój ojciec...