Rano budzę się spocony
Kaczor męczy, męczy mnie
Już butelka wysuszona
Szlag by trafił wczorajszy dzień
Sklep dopiero od dziewiątej
Piwa nie dowieźli znów
Brak mi słów, no brak mi słów
To już chyba jest końcówa
Dziś rozsypię, rozsypię się
Woda wcale nie pomaga
Ja o piwie tylko śnię
"Czysta", "Bałtyk", "Wyborowa"
Od myślenia boli głowa
Boli mnie, no boli mnie
Kaczor, kaczor, coś narobił
Kaczor nie męcz, nie męcz mnie
Pracę chyba już mam z głowy
To już piąty, piąty dzień
"Czysta", "Bałtyk", "Wyborowa"
Od myślenia boli głowa
Boli mnie, no boli mnie
"Czysta", "Bałtyk", "Wyborowa"
Od myślenia boli głowa mnie
No boli mnie
"Czysta", "Bałtyk", "Wyborowa"
Ja o piwie tylko śnię
Kłamałeś nie raz znasz ten sposób
Jak z paru brudnych słów mieć swój zysk
Nie obcy Ci jest czar donosu
Tajniak z pożółkłych zdjęć to twój mistrz
Robisz tak bo tak lubisz
Układy z diabłem masz to Twój brat
Naprawdę żal mi Ciebie żal mi ludzi
Co przez Judasza klną ten świat
Za srebrników garść łatwo zdradzić
Po trefny szmal tłum się pcha
Nie zrobisz nic bo brak odwagi
Każdy z nas drży jak ćma
Już lepiej stracić dom o chleb żebrać
Gdzieś kątem w nogach spać giąć się w pas
Niż nie mieć czystych rąk i żyć w nerwach
Że Ci z pogardą ktoś splunie w twarz
Za srebrników garść łatwo zdradzić...
W labiryncie ulic odnalazłem Cię,
O wiem, jak się bałaś.
Skąd uciekłaś - nie wiem, w ten koszmarny dzień
Jak lód na Twojej twarzy.
Tak to Twój ojciec pijany miotał przekleństw grad
Gdy kopniakami wymierzał karę za Twój grzech.
Buty, pięści, pas,
Buty, pięści, pas,
"Mała suko, tylko o tym milcz, co tatuś zrobił Ci!"
W labiryncie ulic...
Tak to Twój ojciec...