Pozwól mi spróbować jeszcze raz
Niepewność mą wyleczyć, wyleczyć mi
Za pychę i kłamstwa, same nałogi
Za wszystko co związane z tym
Za świństwa duże i małe
Za mą niewiarę - rozgrzesz mnie
No rozgrzesz mnie, no, no, no....
Panie mój, o Panie
Chcę trochę czasu, bo czas leczy rany
Chciałbym, chciałbym zobaczyć co
Co dzieje się w mych snach
Co dzieje się
I nie, i nie chcę płakać, Panie mój
Uczyń bym był z kamienia
Bym z kamienia był
I pozwól mi, pozwól mi
Spróbować jeszcze raz, jeszcze raz
Chcę trochę czasu, bo czas, bo czas leczy rany
Chciałbym, chciałbym zobaczyć co
Co dzieje się, co dzieje się w mych snach
I nie, i nie chcę płakać, Panie mój
Uczyń bym był z kamienia
Bym z kamienia był
I pozwól mi, pozwól mi spróbować jeszcze raz
Jeszcze raz....
Kłamałeś nie raz znasz ten sposób
Jak z paru brudnych słów mieć swój zysk
Nie obcy Ci jest czar donosu
Tajniak z pożółkłych zdjęć to twój mistrz
Robisz tak bo tak lubisz
Układy z diabłem masz to Twój brat
Naprawdę żal mi Ciebie żal mi ludzi
Co przez Judasza klną ten świat
Za srebrników garść łatwo zdradzić
Po trefny szmal tłum się pcha
Nie zrobisz nic bo brak odwagi
Każdy z nas drży jak ćma
Już lepiej stracić dom o chleb żebrać
Gdzieś kątem w nogach spać giąć się w pas
Niż nie mieć czystych rąk i żyć w nerwach
Że Ci z pogardą ktoś splunie w twarz
Za srebrników garść łatwo zdradzić...
Myślami często jestem przy niej
Adrenaliny czuję skok
Odpalam szybko swą maszynę
By późną nocą po niej mknąć
Spotykam braci, którzy nocą
Też swą maszynom robią test
Tak trudno wtedy mi uwierzyć
Ilu nas tutaj wszystkich jest...
Magiczna droga 66
To ostra jazda, żaden kit
Rajderów raj po życia kres
W szalonym tempie trzeba żyć
Hej, bracie w skóry obleczony
Na swej maszynie, dokąd mkniesz?
Czy jutro znowu się spotkamy
Na drodze życia 66?
Każdy kto sprawdził się na szosie
Może już nowe dziary szyć
Żyje się po to żeby jeździć
Jeździ się po to żeby żyć...
Magiczna droga 66
To ostra jazda, żaden kit
Rajderów raj po życia kres
W szalonym tempie trzeba żyć,
W szalonym tempie trzeba żyć!